
Rok 2010 w alternatywnej, przypominającej XIX wiek, wersji historii naszego świata.
Brytyjczycy, którzy po przegraniu wojen napoleońskich wycofali się na
kontynent amerykański, założyli tam Święte Imperium Brytyjskie. Przez
lata budowało ono sukcesywnie swoją potęgę, zaś stworzenie maszyn bojowych zwanych Knightmare Frame stało się podstawą przewagi militarnej Brytyjczyków nad resztą świata. Kolejnym celem imperium stała się Japonia, która po
krótkiej wojnie uległa zdobywcom, stając się Strefą 11 Imperium.
Japończykom, nazywanym teraz "jedenastkami", przypadł w udziale smutny
los poddanych, których nowi władcy nieustannie upokarzają. W takim oto świecie żyje główny bohater "Code Geass" - Lelouch. Jest synem
zamordowanej żony cesarza Brytanii, formalnie księciem Imperium, jednak
po zamachu, w którym zginęła jego matka, a jego siostra - Nunally
została oślepiona i sparaliżowana, ojciec odesłał Leloucha do wolnej
jeszcze wówczas Japonii. W czasie wojny chłopak i jego siostra podobno
zginęli. W rzeczywistości żyją pod przybranym nazwiskiem "Lamperouge",
ukrywani przez członków opiekującego się nimi rodu Ashford. Lelouch,
wybitnie uzdolniony szachista, żywi nienawiść do Imperium, które, jego
zdaniem, winne jest wszystkich nieszczęść, jakie spadły bliskie mu
osoby.
Traf chciał, aby pewnego dnia nasz bohater trafił w samo centrum pościgu
wojsk brytyjskich za grupką członków japońskiego ruchu oporu, którym
udało się wykraść okupantom coś cennego. W ogólnym zamieszaniu kapsuła
otworzyła się, ale zamiast broni czy gazu, w jej wnętrzu spoczywała piękna dziewczyna o długich, zielonych włosach. To ona obdarzyła
Leloucha mocą Geass - od tej pory może on każdej osobie, której spojrzy w
oczy, narzucić jeden raz swoją wolę. Przybrawszy pseudonim "Zero",
kryjąc twarz pod maską, Lelouch staje na czele japońskiego ruchu oporu i
z małej grupki awanturników tworzy stopniowo karną i niesamowicie
sprawną armię, zwaną Zakonem Czarnych Rycerzy. Pierwszą ofiarą Leloucha
pada Clovis, jego przybrany brat i gubernator Strefy 11. W tym samym
czasie dawny przyjaciel głównego bohatera, Suzaku Kururugi, zostaje
pilotem eksperymentalnego mecha Lancelot, najlepszej jednostki w armii
brytyjskiej. Choć Suzaku jest Japończykiem, wierzy, że można zmienić
Imperium także od środka, zaś miłość do księżniczki Euphemii utwierdza
go w tym tylko. Zaczyna się wojna, w której naprzeciw siebie staną krewni i przyjaciele.

|

.
|
W Code Geass zakochałam się niemal od pierwszego odcinka anime Odniosło ono swego czasu bardzo duży sukces. Nic dziwnego zatem, że na bazie popularnej marki zaczęto
wypuszczać wiele produktów. Jednym z nich jest opisywana tutaj gra "Code
Geass: Lelouch of the Rebelion". Została ona wydana w 2007 na konsolę
Nintendo DS. To jRPG, względnie wiernie oddające fabułę pierwszej serii anime.
Podzielono ją na szesnaście odcinków, które pokazują całą historię, do
spotkania Leloucha i C.C. po finałowe starcie Zero i Suzaku. Gracz
nieraz będzie miał wrażenie, że akcja gna bardzo mocno do przodu i
niektóre wątki traktowane są po łebkach. To prawda, ale z drugiej strony
trzeba przyznać, że wszystkie istotne elementy historii zostały tu
zawarte, nawet motywy mniej ważne (jak choćby Mao czy pogoń za kotem,
który zwinął maskę Zero) również się tu znalazły. Ale to nie wszystko -
po przejściu gry dostajemy bowiem możliwość nowego podejścia, z mocno
już zmienioną historią. O ile podczas normalnej rozgrywki zmieniono
tylko kilka szczególików (Lelouch przedstawia się jako Zero w szkole,
nie w metrze), tak alternatywna historia to już zupełnie inna para
kaloszy. Powiem tylko, że tam mamy możliwość wcielenia do szeregów
Zakonu Czarnych Rycerzy m.in. Suzaku (sic!) i Euphemię (sic!!).
"Code Geass: Lelouch of the Rebelion" to jRPG, ale pod pewnymi względami
oryginalny. Rozgrywka toczy się dwufalowo - w Akademii Ashford i
podczas misji wykonywanych przez Zakon Czarnych Rycerzy. O ile w Ashford
przyjdzie nam sterować zarówno Lelouchem jak i Shirely, tak w trakcie
misji dość rzadko mamy pod kontrolą Zero. Najczęściej bowiem mówi on
reszcie drużyny, gdzie iść. A kto wchodzi w skład drużyny? Kallen, Ougi,
Tamaki i reszta członków zakonu, a z biegiem czasu dołączają inni,
m.in. generał Todou i jego ludzie. Pod kontrolą możemy mieć na raz trzy
postacie. Co ważne, gra zmusza, aby dbać o większość członków Zakonu.
Misje planowane przez Zero zwykle wymagają działania dwóch lub nawet
trzech grup, co skłania gracza do rozwijania umiejętności większej
liczby ludzi. Nie da się przejść tej gry mając trzy wymaksowane postacie i
resztę na pierwszym poziomie. Co zaś się tyczy rozwoju - każda postać
ma swojego mecha, zaś dzięki znalezionym podczas gry częściom możemy go
rozbudowywać i ulepszać. Najmocniejszy jest oczywiście Gurren pilotowany
przez rudowłosą Kallen, ale w grze pojawiają się właściwie wszystkie
modele znane z pierwszej serii anime.
Tu wychodzi pierwsza, drobna wada tej gry. W "Code Geass: Lelouch of the
Rebelion" nie ma możliwości zakupu przedmiotów. Wszystko, co posiadamy,
to albo rzeczy znalezione w pudełkach po pizzy (pełniących tu rolę
skrzyń) albo zdobyte na wrogach, a ci niezbyt chętnie coś wyrzucają.
Zmusza to gracza do bardzo ostrożnego posługiwania się posiadanymi
zasobami, gdyż nierozsądna gospodarka może sprawić, że szybko ulegną one
wyczerpaniu i podczas kluczowych walk nie będziemy mieli na stanie
żadnych przedmiotów leczących. O ile bowiem jeszcze na początku
bohaterowie szybko zdobywają poziomy doświadczenia (a każdy z nich
odnawia hp), tak dalej robi się trudniej. W zasadzie przedmiotów
leczących jest w tej grze zawsze za mało. Dobrze, że poziom trudności
nie jest zbyt wysoki, gdyż inaczej przechodzenie jej mogłoby być
naprawdę mało przyjemne. Jako ciekawostkę dodam, że za każdym razem
gdy odczytujemy save, pojawia się któryś z bohaterów gry (najczęściej
Lelouch albo C.C.) i przez chwilę rozmawia z graczem. Co do saveów - s±ątylko dwa sloty. Trochę mało, ale wspominałam, że gra nie należy do
trudnych. Dodatkowym bajerkiem są tapety, czyli obrazki z anime, które
zbieramy w trakcie gry.
Esencja gry, czyli walki, to mocny element "Code Geass: Lelouch of the
Rebelion". Walczymy przy pomocy Knightmare Frames. Pojedynki rozgrywane
są w systemie turowym, zaś każda postać może wykonać normalny albo
specjalny atak, użyć przedmiotu lub spróbować ucieczki. Obok okienka
postaci mamy wskaźnik określający liczbę dostępnych ataków specjalnych.
Napełnia się on wraz z tym, jak obrywamy, a szybciej - wraz ze
zniszczonymi jednostkami wroga. Jako, że walki odbywają się w ruchu,
twórcom udało się uzyskać naprawdę fajny efekt dynamiki. Wypada to dużo
lepiej niż w grach typu "Front Mission". Na dodatek wykorzystano
szczególne możliwości DSa, podczas starć możemy krzyknąć do mikrofonu
imię towarzysza, a wykona on wraz z aktualnie atakującą postacią combo.
Walk jest sporo, nie są one jednak trudne, nawet pojedynki z bossami nie s±ąszczególnym wyzwaniem. Gra nie wymaga regularnego grindowania i
długiego, ważniejsze jest, aby na różne misje brać różne postaci i
rozwijać je równolegle. Pod koniec gry większość szeregowych postaci
powinna być na 16-17 poziomie doświadczenia.
Rzadko kiedy spotykam na DS gry, których grafika by mnie urzekła. "Code
Geass: Lelouch of the Rebelion" nie jest może cukierkiem dla oczu, ale
prezentuje co najmniej bardzo dobry poziom. Bogato wykorzystano screeny i
scenki z anime, design postaci jest identyczny, miłośników
charakterystycznej kreski grupy Clamp na pewno to ucieszy. Zasób póz postaci
mógłby być tylko nieco większy. Efektownie wykonano projekty mechaniczne
i scenki walk. Tym, co wypada trochę gorzej, jest grafika podczas
sterowania postaciami, tutaj mamy poziom nie odbiegający od wielu gier
na GBA czy PSX. Na dodatek, niewiele tu lokacji. W zasadzie wszystkie
questy "niebojowe" rozgrywają się w Akademii Ashford, a ta składa się z
kilku pomieszczeń. Pozostałe miejsca odwiedzamy tylko w trakcie operacji
Zakonu Czarnych Rycerzy. Wszyscy bohaterowie mówią podłożonymi głosami,
tymi samymi, które znamy z anime. Podobnie rzecz ma się z melodiami,
aczkolwiek powiedzmy szczerze, DS nie jest maszyną o szczególnie dobrych
parametrach dźwiękowych. Stąd też ja np. wolałam włączyć sobie
soundtrack z anime.
"Code Geass: Lelouch of the Rebelion" ukazało się w 2007, oficjalnie
wyłącznie po japońsku. Cóż, dla fanów to nie jest przeszkoda, tym
bardziej, że całe menu gry zrobione jest w języku angielskim. Co do
scenek - jeśli ktoś widział anime to ich przebieg będzie dla niego
(niej) oczywisty, a co za tym idzie - tłumaczenie w zasadzie zbędne.
Powstał także fanowski patch językowy. Tłumaczy on kilka procent scenek,
ale za to całkowicie przekłada na angielski menu przedmiotów, czyli to,
co najważniejsze dla rozgrywki. Mając go, można bez najmniejszego chyba
problemu przejść całą grę, nawet jeśli nie zna się nawet słowa po
japońsku. W trakcie gry pada ponadto trochę pytań. Odpowiedzi na nie
bardzo rzadko determinują cokolwiek, naliczyłam w grze chyba trzy
momenty, gdzie nieprawidłowa odpowiedź kończy się game over.
Jeśli, tak jak ja, jesteście fanami "Code Geass", to odpowiedź na pytanie "Grać czy
nie?" jest właściwie oczywista. "Code Geass: Lelouch of the Rebelion" to
udany jRPG, całkiem nieźle wykorzystujący materiał wyjściowy, jakim
było anime. Wadą jest natomiast fakt, że kończy się on tak, jak anime i
gracz natychmiast chciałby dostać w ręce grę, będącą identyczną adaptacją drugiej serii. Tutaj zaś pojawia się problem. Pojawiła się co
prawda gra "Code Geass R2: Banjou no Geass Gekijou", jednak nie jest to
kontynuacja opisywanego tutaj tytułu, ale zbiór mini gierek, luźno
powiązanych historią nowej postaci, spędzającej 30 dni w Strefie 11.
Bliżej tej grze do symulatora randek, ale też nie do końca. Ot, dziwny
twór, jakich Japończycy produkują na kopy. Prawdę rzekłszy, sama byłam
zdziwiona, że "Code Geass: Lelouch of the Rebelion" okazał się zupełnie
normalnym, dobrze zrobionym jRPG. Z tego też względu polecam ten tytuł
wszystkim fanom "Code Geass. Powinni być usatysfakcjonowani.