Zdarza się czasem, że trafi się na jakąś grę zupełnie przypadkiem, a tu
niespodziewanie okaże się, iż gra jest znakomita, choć prawdę
powiedziawszy mało kto o niej nawet słyszał. W podobny sposób trafiłam
na opisywane tu Summon Night: Swordcraft Story 2, po prostu znajoma podesłała mi filmik z gry na zasadzie "Patrz, jakie to fazowe".
I tak wszystko się
zaczęło.

Swordcraft Story 2 jest pod wieloma względami grą niebanalną. Już na
początku możemy wybrać między płcią głównego bohatera - i nie ma to
znaczenia wyłącznie wizualnego. Od tego, jaką postać wybierzemy, zależy
otoczka gry - w zależności bowiem, czy będzie to mężczyzna czy kobieta, w
grze pojawią się wątki shoujo - ai albo shonen - ai. Tak więc warto
uważać, w co się pakuje, bo w końcu nie każdemu takie klimaty muszą
pasować. Sądzę jednak, że jest sporo osób, którym spodoba się takie
urozmaicenie, zwłaszcza bowiem, że o ile tradycyjnych romansów w jrpg
jest od groma, tak coś nowego zawsze się przyda. Tym bardziej, że całość
została potraktowana z dużym humorem. Zauważcie bowiem, że o ile w grach cRPG kwestia wyboru płci i romansów jest od dość dawna powszechną kwestią, tak w jRPG wciąż zdarza się to stosunkowo rzadko.
No dobrze, ale o czym generalnie jest ta gra? Nasza postać jest świeżo
upieczonym craftknightem (skrzyżowanie kowala z wojownikiem), która
przez przypadek została posiadaczką (sama grałam kobietą, więc będę
używać formy żeńskiej) i władczynią summona - Dinah. Summon, pominąwszy
już jej temperament, cierpi na rozdwojenie jaźni ma swoją mniej i
bardziej grzeczną wersję. Cała zaś fabuła obraca się wokół bramy w
której wieki temu został zapieczętowany pradawny demon Goura, którego
ktoś uparcie próbuje obudzić. Kto, dlaczego i o co w tym wszystkim
chodzi - o tym przekonajcie się już sami, gwarantuję bowiem, że fabuła
Swordcraft Story 2, choć może wydawać się dość prosta, potrafi co
najmniej kilka razy zdrowo zaskoczyć.
Choć akcja gry toczy się na relatywnie niedużym obszarze, spotkamy
naprawdę dużo npców, dzięki którym świat wydawać może się ciekawy a przy
tym pełen życia. Jak już wspominałam wyżej, w grze sporo nacisku
postawiono na humor, dzięki któremu niektóre rozmowy czy sytuacje
potrafią być autentycznie śmieszne (choćby Bruno gadający po latynosku).
Duża ilość postaci pozwala na interesujące wykorzystanie ich w fabule,
przy czym co najmniej kilka w sposób, który zapewne zdziwi nawet
doświadczonych graczy. Zdarzają się tu także takie mrugnięcia okiem, jak
choćby wielki robot, toczka w toczkę przypominający Gundama, o imieniu
Gunvald lub też świdry, nawiązujące mocno do Gurren Lagan. Znowu, nie jest typowe, aby gra jRPG aż w tak dużym stopniu stawiała na humor, ale tu jakoś bardzo mi to pasowało.
Co się tyczy systemu - w drużynie mamy co prawda tylko główną postać i
summona, ale przynajmniej wszystko związane z nimi jest dopracowane.
Zdobywane w walkach punkty możemy przeznaczać na rozwój siły, zręczności
i obrony. Mamy trzy rodzaje broni - miecze, topory, włócznie, oraz dwa
typy narzędzi - świdry i metalowe rękawice. Dzięki systemowi wykuwania i
ulepszania broni (coś a'la Vagrant Story) można stworzyć naprawdę dużo
różnorakich typów uzbrojenia. Warto zaś nad tym popracować, gdyż im
potężniejsza broń, tym walki stają się łatwiejsze. Broń ma też swój
poziom wytrzymałości, dlatego co jakiś czas trzeba ją naprawiać. Dotyczy
to także wrogów, czasem podczas walki łatwiej jest zniszczyć
przeciwnikowi jego oręż niż z nim walczyć. No właśnie, co się tyczy walk
- toczymy je w czasie rzeczywistym, mają one charakter dość
zręcznościowy, przy czym summon wspiera nas magią (maksymalnie sześć
razy podczas starcia). Są one dość dynamiczne, ale nie nazwałabym ich
(poza nielicznymi) specjalne trudnymi.

Grafika jest ładna, kolorowa (niekiedy przesadnie - ale taki już nastrój
ma ta gra) i dopracowana, projekty postaci również. System rozmów jest
podobny do tego, który znamy choćby z serii Fire Emblem. Nie ma tu
animacji, są za to elegancko wykonane grafiki. Jedynie podczas walk
przyjdzie nam kilka razy obejrzeć quasifilmiki z atakami specjalnymi,
ale do długich trudno je zaliczyć. Otoczenie jest statyczne, choć z
drugiej strony zadbano o to, aby pokazać różnorodność otaczających nas
lokacji.
Zaznaczyć trzeba, że gra jest kontynuacją Summon Night: Swordcraft Story, która z kolei była spin offem cyklu Summon Night i doczekała się niemal tylu części co główna seria, a nawet jeszcze swoich własnych spin offfów. Trochę to skomplikowane, ale sytuację ułatwia fakt, że każda część cyklu jest niezależną opowieścią. Summon Night: Swordcraft Story 2 zebrało całkiem pozytywne recenzje i było jedną z wyżej ocenianych gier w cyklu.
Czy warto zagrać w Summon Night: Swordcraft Story 2? Jeśli szukacie
fajnego, oryginalnego a przy tym niespecjalnie trudnego jrpg na GBA, to
warto. Ostrzegam oczywiście przed tym, o czym pisałam we wstępie, bo w
końcu nie każdemu musi się podobać, gdy inne postacie płci żeńskiej
proszą nasza bohaterkę, by się z nimi całowała.Ale żyjemy chyba w czasach, kiedy na szczęście ludzi, którym to przeszkadza jest już bardzo niewielu.