Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Summon Night. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Summon Night. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 listopada 2025

Summon Night Swordcraft Story 2 - recenzja

 Zdarza się czasem, że trafi się na jakąś grę zupełnie przypadkiem, a tu niespodziewanie okaże się, iż gra jest znakomita, choć prawdę powiedziawszy mało kto o niej nawet słyszał. W podobny sposób trafiłam na opisywane tu Summon Night: Swordcraft Story 2, po prostu znajoma podesłała mi filmik z gry na zasadzie "Patrz, jakie to fazowe". I tak wszystko się zaczęło.


Swordcraft Story 2 jest pod wieloma względami grą niebanalną. Już na początku możemy wybrać między płcią głównego bohatera - i nie ma to znaczenia wyłącznie wizualnego. Od tego, jaką postać wybierzemy, zależy otoczka gry - w zależności bowiem, czy będzie to mężczyzna czy kobieta, w grze pojawią się wątki shoujo - ai albo shonen - ai. Tak więc warto uważać, w co się pakuje, bo w końcu nie każdemu takie klimaty muszą pasować. Sądzę jednak, że jest sporo osób, którym spodoba się takie urozmaicenie, zwłaszcza bowiem, że o ile tradycyjnych romansów w jrpg jest od groma, tak coś nowego zawsze się przyda. Tym bardziej, że całość została potraktowana z dużym humorem. Zauważcie bowiem, że o ile w grach cRPG kwestia wyboru płci i romansów jest od dość dawna powszechną kwestią, tak w jRPG wciąż zdarza się to stosunkowo rzadko.

No dobrze, ale o czym generalnie jest ta gra? Nasza postać jest świeżo upieczonym craftknightem (skrzyżowanie kowala z wojownikiem), która przez przypadek została posiadaczką (sama grałam kobietą, więc będę używać formy żeńskiej) i władczynią summona - Dinah. Summon, pominąwszy już jej temperament, cierpi na rozdwojenie jaźni – ma swoją mniej i bardziej grzeczną wersję. Cała zaś fabuła obraca się wokół bramy w której wieki temu został zapieczętowany pradawny demon Goura, którego ktoś uparcie próbuje obudzić. Kto, dlaczego i o co w tym wszystkim chodzi - o tym przekonajcie się już sami, gwarantuję bowiem, że fabuła Swordcraft Story 2, choć może wydawać się dość prosta, potrafi co najmniej kilka razy zdrowo zaskoczyć.

Choć akcja gry toczy się na relatywnie niedużym obszarze, spotkamy naprawdę dużo npców, dzięki którym świat wydawać może się ciekawy a przy tym pełen życia. Jak już wspominałam wyżej, w grze sporo nacisku postawiono na humor, dzięki któremu niektóre rozmowy czy sytuacje potrafią być autentycznie śmieszne (choćby Bruno gadający po latynosku). Duża ilość postaci pozwala na interesujące wykorzystanie ich w fabule, przy czym co najmniej kilka w sposób, który zapewne zdziwi nawet doświadczonych graczy. Zdarzają się tu także takie mrugnięcia okiem, jak choćby wielki robot, toczka w toczkę przypominający Gundama, o imieniu Gunvald lub też świdry, nawiązujące mocno do Gurren Lagan. Znowu, nie jest typowe, aby gra jRPG aż w tak dużym stopniu stawiała na humor, ale tu jakoś bardzo mi to pasowało. 


Co się tyczy systemu - w drużynie mamy co prawda tylko główną postać i summona, ale przynajmniej wszystko związane z nimi jest dopracowane. Zdobywane w walkach punkty możemy przeznaczać na rozwój siły, zręczności i obrony. Mamy trzy rodzaje broni - miecze, topory, włócznie, oraz dwa typy narzędzi - świdry i metalowe rękawice. Dzięki systemowi wykuwania i ulepszania broni (coś a'la Vagrant Story) można stworzyć naprawdę dużo różnorakich typów uzbrojenia. Warto zaś nad tym popracować, gdyż im potężniejsza broń, tym walki stają się łatwiejsze. Broń ma też swój poziom wytrzymałości, dlatego co jakiś czas trzeba ją naprawiać. Dotyczy to także wrogów, czasem podczas walki łatwiej jest zniszczyć przeciwnikowi jego oręż niż z nim walczyć. No właśnie, co się tyczy walk - toczymy je w czasie rzeczywistym, mają one charakter dość zręcznościowy, przy czym summon wspiera nas magią (maksymalnie sześć razy podczas starcia). Są one dość dynamiczne, ale nie nazwałabym ich (poza nielicznymi) specjalne trudnymi.

Grafika jest ładna, kolorowa (niekiedy przesadnie - ale taki już nastrój ma ta gra) i dopracowana, projekty postaci również. System rozmów jest podobny do tego, który znamy choćby z serii Fire Emblem. Nie ma tu animacji, są za to elegancko wykonane grafiki. Jedynie podczas walk przyjdzie nam kilka razy obejrzeć quasifilmiki z atakami specjalnymi, ale do długich trudno je zaliczyć. Otoczenie jest statyczne, choć z drugiej strony zadbano o to, aby pokazać różnorodność otaczających nas lokacji. 
 
Zaznaczyć trzeba, że gra jest kontynuacją Summon Night: Swordcraft Story, która z kolei była spin offem cyklu Summon Night i doczekała się niemal tylu części co główna seria, a nawet jeszcze swoich własnych spin offfów. Trochę to skomplikowane, ale sytuację ułatwia fakt, że każda część cyklu jest niezależną opowieścią. Summon Night: Swordcraft Story 2 zebrało całkiem pozytywne recenzje i było jedną z wyżej ocenianych gier w cyklu.

Czy warto zagrać w Summon Night: Swordcraft Story 2? Jeśli szukacie fajnego, oryginalnego a przy tym niespecjalnie trudnego jrpg na GBA, to warto. Ostrzegam oczywiście przed tym, o czym pisałam we wstępie, bo w końcu nie każdemu musi się podobać, gdy inne postacie płci żeńskiej proszą nasza bohaterkę, by się z nimi całowała.Ale żyjemy chyba w czasach, kiedy na szczęście ludzi, którym to przeszkadza jest już bardzo niewielu.

Summon Night Swordcraft Story 2 - opis przejścia

Gra zaczyna się powoli, wielką ilością scenek i rozmów. Na samym początku stoczymy też pierwszą, krótką walkę z potworem, który zaatakował przypadkowo spotkanego summona. Po zwycięstwie udajemy się do wioski, gdzie znowu czeka nas wiele gadania i czytania. Gdy będziemy mieć to wszystko za sobą, otrzymam pierwszą broń i będziemy mogli chodzić ze swoją guardian beast. Schodzimy do kuźni by wykuć sobie pierwszy miecz.

Następnego dnia chodzimy po wiosce by pogadać z ludźmi. Ostatecznie musimy udać się do chatki Ryougi, który poprosi, by nasza postać jako pierwsza udała się na umówione miejsce. Idziemy do góry, a znajdziemy drogę do bramy. Pod nią rozegra się kolejna scena a zaraz po niej walka. Nie jest ona trudna, dlatego też nie opisuję jej dokładnie. Znowu czeka nas dłuższa animacja po czym obudzimy się w wiosce.

Po dłuższej rozmowie idziemy do góry. Tu czeka nas wymiana zdań z mistrzem. Wyjdźmy z domu i idziemy się na miejsce zgromadzeń (tam, gdzie miała miejsce przysięga). Po długaśnym przemówieniu dowiemy się co mamy robić a także otrzymamy miecz. Idziemy z nim do kuźni i próbujemy wykuć - niestety, Dinah go rozwali. Mówi się trudno. Przed wyjściem z wioski czeka nas ciekawa scena z Lynn, po czym możemy spokojnie wyjść, idąc cały czas na zachód. Znajdziemy się w lesie.

Rozwalamy młotkiem wszystko i uaktywniamy teleport. Idziemy w dół. Tu znajdziemy sword shapestone w skrzyni. Weźmy go i wracajmy do wioski, po czym przekujmy go na nóż. Tym razem wszystko będzie dobrze. Eracamy do lasu. Przebijamy się przez krzaki i bierzemy axe shapestone znajdujące się w skrzyni. Podpakujmy nieco postać. Wracamy do wioski, wykuwamy topór i wracamy do lasu. W miejscu, gdzie jest trawa idziemy na zachód, wycinamy toporem drogę pośród drzew. W kolejnej lokacji znajdziemy spear shapestone. Bierzemy go i wracamy do wioski, by wykuć włócznię. Przy okazji podskoczy nam poziom kowalski i nabędziemy umiejętność pozbywania się przedmiotów. Wracamy do lasu i idziemy do miejsca, w którym znajdowała się włócznia. Teraz do góry. Drogę zablokuje nam pies. 


To pierwszy boss w tej grze, niezbyt trudny. Podłączmy topór, jako najskuteczniejszą broń na bliski dystans. Gdyby zaczęło nam brakować hp to przywołajmy Dinah (pod warunkiem, że wcześniej ustawiliśmy jej odpowiedni czar lub przedmiot leczący).

Idziemy dalej i walimy młotkiem w teleport, aktywując go. Wchodzimy do Wind Fortress i skierujmy się do drugiej lokacji. Czeka nas tam scenka. Bierzemy uszkodzony miecz i przy pomocy teleportu wracamy do wioski. Naprawiamy go i wracamy do Wind Fortress po czym zwracamy miecz jego właścicielowi. Czas iść dalej, w tym przypadku na północ.

sobota, 1 marca 2025

Summon Night: Swordcraft Story - recenzja


W temacie jRPG trudno jest do dość dawna powiedzieć coś nowego. Zresztą, jak w większości chyba gatunków, twórcy dochodzą do wniosku, że ludzie lubią to, co znają. W związku z tym nie eksperymentują przesadnie, tworząc gry mieszczące się w wytyczonych od dawna kanonach. Czasami co najwyżej dodają coś innego, aby uczyć grę wyróżniającą się spomiędzy wielu innych. "Summon Night: Swordcraft Story" jest jednym z takich tytułów - niby podobnych do wielu, ale mających jednak coś ciekawego do zaoferowania. I to sprawiło, że przygodę z tą grą mogę zaliczyć do nader udanych.

W grze kierujemy mieszkańcem (bądź mieszkanką, gdyż na początku gry wybieramy jedną z dwóch postaci) miasta Wystern, będącego siedzibą rywalizujących ze sobą gildii kowali. W chwili, kiedy rozpoczyna się gra, zorganizowano turniej, który ma wyłonić kolejnego mistrza cechowego. Oczywiście, do turnieju przystępuje także i nasza postać, początkujący craftknight (połączenie zbrojmistrza i wojownika). Wszyscy patrzą nań uważnie, gdyż jest dzieckiem jednego z mistrzów, który trzy lata przed wydarzeniami z gry zginął w nie do końca jasnych okolicznościach. Aby zaś naszej postaci szło lepiej, otrzymuje do dyspozycji Guardian Creature, czyli summona, którego podczas walk może wezwać do pomocy. Zresztą, jak się później okaże, summony przydatne są nie tylko w czasie walk, gdyż mają swoje osobowości, wspomnienia a także uczucia.

Gra oferuje tak naprawdę dwie historie, choć są one do siebie podobne. W zależności od tego, jaką postać wybraliśmy na starcie, fabuła będzie się nieco różniła. Podstawy będą oczywiście te same, ale relacje z innymi bohaterami, dialogi, a nawet niektóre wątki fabularne będą przebiegały inaczej. Przyznam, że w grach jRPG dość rzadko spotykałam się z takim rozwiązaniem.

Fabuła "Summon Nights: Swordcraft Story" rozgrywa się dwutorowo. Pierwszą warstwą fabularną gry jest rzeczony turniej, w którym bierze udział nasza postać oraz bohaterowie niezależni, a część z nich odciśnie swoje piętno także na dalszych wydarzeniach w grze, choć niektórzy okażą się jedynie postaciami epizodycznymi (jak choćby bliźniaczki). Druga warstwa to dociekanie przyczyn śmierci ojca bohatera (lub bohaterki). Nie trzeba być specjalnie wprawnym graczem jRPG, aby domyślić się, iż oba te wątki w pewnym momencie się zazębią. Zresztą, fabuła Summon Nights: Swordcraft Story do wybitnie odkrywczych nie należy i gdyby to ona miała stanowić o wartości gry, nie oceniałabym tego tytułu tak wysoko.

Co zatem jest przyczyną takiej, a nie innej oceny? Grywalność. W tytuł ten po prostu dobrze mi się grało, z różnych zresztą przyczyn. Po pierwsze obszar działania mamy dość mocno ograniczony. Poza rodzinne miasto podróżujemy sporadycznie, a nowe lokacje do obszernych nie należą. Za to Wystern, przypominające nieco Wenecję, jest całkiem spore (jak na jRPGowe miasta), a jakby tego było mało, pod nim znajduje się labirynt liczący sto pięter. Jest zatem co zwiedzać. Z drugiej strony, dla wielu tak nieduży świat będzie na pewno minusem. Do tego wspomnieć trzeba o systemie tworzenia broni. Nie jest on aż tak rozbudowany jak np. w "Vagrant Story", ale daje sporo zabawy.

Broni w tej grze nie kupujemy, ale ją wykuwamy. W tym celu musimy zdobyć składniki oraz instrukcje. Niektóre z instrukcji otrzymamy wraz z upływem fabuły, niektóre dostępne są w subquestach, inne trzeba z kolei zdobyć w walce. Starcia bowiem można wygrać na dwa sposoby: odbierając przeciwnikowi HP lub niszcząc jego oręż. Gdy uda nam się to drugie, automatycznie otrzymujemy możliwość wykucia jego kopii. Do dyspozycji mamy miecze, topory, włócznie, świdry i rękawice, po kilkadziesiąt typów z każdego rodzaju tych broni. Wytrwali mogą spróbować zgromadzić pełen arsenał. Przyznaję, że bardzo mi się to spodobało.

Plusem jest także nterakcja z innymi bohaterami. Co wieczór (a akcja rozgrywa się na przestrzeni dziesięciu dni) wybieramy się na randkę z jedną z kilku postaci. Płeć nie ma znaczenia! Tu drobna podpowiedź: jeśli komuś niespecjalnie podchodzą wątki homoseksualne w grach, lepiej umawiać się na spotkania z bohaterami płci odmiennej i wedle tego samego klucza wybierać sobie summona. Jeśli to nie przeszkadza, to grając dziewczyną warto wybierzcie jako summona Sugar (jak to zrobić, opisuję w solucji). Daje to masę zabawnych, ale i słodkich interakcji między obiema postaciami, co sprawiło, że "Summon Night: Swordcraft Story" było jednym z najbardziej zabawnych RPG, w jakie miałam okazję grywać.

Minusy? Prostota i czas trwania. Gdy ukończyłam podstawowy wątek gry, licznik wskazywał dziewięć godzin. Owszem, są jeszcze dodatki, ale nie każdy ma zwyczaj poświęcać czas grze, gdy odkrył już całą jej fabułę. Walki zaś są proste. Owszem, są one bardziej zręcznościowe niż taktyczne, ale prawdę powiedziawszy, jeśli dysponujemy arsenałem różnych broni, to w zasadzie nie ma bossa, który by nam mógł sprawić problem. Gra nie zmusza nawet do specjalnego grindowania, właściwie tylko w kilku miejscach musiałam nieco podnieść poziomy doświadczenia bohaterów. Jedyne, o czym trzeba pamiętać odnośnie walk, to zwracanie uwagi na wytrzymałość własnej broni, gdy bowiem spadnie ona do zera, to broń pęka i musimy sobie wykuwać nowy egzemplarz. Byłoby to znaczące utrudnienie, gdyby nie fakt, że po każdej walce wytrzymałość broni wraca automatycznie do początkowego poziomu. Kolejną wadą gry jest niezbyt miła dla ucha, bucząca muzyka, ale tę akurat można wyłączyć bez problemu.


Pisząc o tej grze, warto wspomnieć, że ukazała się ona w 2003 jako spin off do głównej serii Summon Night, wychodzącej na konsole Playstation. Tamte gry były taktycznymi RPG, zaś tej odsłonie bliżej było do action RPG. Zdobyła jednak na tyle duże powodzenie, że stała się początkiem osobnego cyklu, w ramach którego ukazało się kilka tytułów, wychodzących na konsole przenośne. 



Podsumowując, prosta, przyjemna i wesoła gra, idealny przerywnik między kilkudziesięciogodzinnymi tytułami wydawanymi na "duże" konsole i komputery. Dzięki paru nietypowym rozwiązaniom ma szansę zapaść w pamięć, a poza tym daje sporo frajdy. Fanom/fankom yuri/yaoi polecam zaś "Summon Night: Swordcraft Story" szczególnie, gdyż te dwie grupy nie są szczególnie rozpieszczane przez twórców konsolowych RPG, preferujących klasyczne hetero romanse.

Summon Night: Swordcraft Story - opis przejścia

- wybierając płeć postaci oraz summona, warto zwrócić uwagę na kombinację płci, gdyż w trakcie gry summon będzie często robił awanse naszej postaci, zatem jeśli ktoś nie lubi związków jednopłciowych, to lepiej wybrać różne płcie. Opisałam je dokładniej w osobnym dziale.
- zawsze staramy się mieć zapas broni, gdyż w walkach z bossami jedna to za mało, a szkoda je tracić
- podczas walk z przeciwnikami można im zniszczyć broń, co też kończy walkę

Dzień Pierwszy
Zaczynamy od wyboru naszej postaci. Schodzimy na dół, by zlecieć ze schodów. Tu czeka nas rozmówka z rodzicielką, wybranie imienia. Wracamy do góry i bierzemy bilet z prawego górnego rogu pokoju. Schodzimy na dół i przed wyjściem zabieramy skuter wodny. Wychodzimy z domu i kierujemy się na północny zachód. Zaraz za budynkiem Silver Guild znajduje się wejście do Central Tower, tu czeka nas scenka. Idziemy dalej, rozmawiając ze wszystkimi. Gdy będziemy w Central Tower, wchodzimy na pierwsze piętro, pokazujemy bilet facetowi przy wejściu i wchodzimy do pomieszczenia, którego pilnuje.

W środku porozmawiajmy ze wszystkimi wokół, a zacznie się długa scenka, podczas której wiele się wyjaśni. Gdy ceremonia się skończy, udajemy się do Silver Guild. Nie wchozimy po schodach, na parterze znajdziemy bowiem Brona. Pogadajmy z nim, po czym udajmy się razem z Bronem do pokoju obok. To bardzo ważny moment w grze. Summoner zada nam trzy pytania, na każde mamy dwie odpowiedzi. W zależności od nich pojawi się okreśony Guardian Beast. Oto klucz odpowiedzi z summonami do wyboru:

1, 1, 1 - Zantek
1, 2, 1 - Sugar
2, 1, 1 - Rasho
2, 2, 2 - Kutty

Po wszystkim wchodzimy na piętro i rozmawiamy z Bronem. Zaczną się kolejne scenki (podczas rozmowy na statku czeka was przekomiczna scenka, kiedy okaże się, co ojciec naszej bohaterki obiecał kiedyś Sugar). Spróbujmy wyjść z pokoju, a zacznie się kolejna rozmowa, w wyniku której otrzymamy Labyrinth Key oraz 300 sztuka złota. Dobra, nareszcie możemy coś zrobić samemu. Idziemy do sklepu (koło Silver Guild), niestety ruda została już wykupiona a ruda (nomen omen) dziewczyna, która kupiła resztki, nie ma najmniejszej ochoty się podzielić. No trudno. Wychodzimy ze sklepu i kierujemy się do domków położonych nad nim. We wschodnim siedzi staruszek, który powie nam o kocie i wnuczce. Teraz udajemy się do portu (następna lokacja, na północy) i rozmawiamy z chłopakiem stojącym koło kota. Wracamy do dziadka, mówimy mu o wszystkim i w nagrodę otrzymujemy nową technikę.

Summon Night: Swordcraft Story - Guardian Beasts

W Summon Night: Swordcraft Story na samym początku dokonujemy wyboru między jedną z czterech Guardian Beasts, które będą nam towarzyszyć w trakcie gry, wspierając nas magią w trakcie walk. Mają one nie tylko znaczenie czysto bojowe, ale także fabularne, gdyż każdy Guardian Beast jest postacią o określonym charakterze i roli fabularnej, nawet jeśli podstawowy wątek historii jest dla każdej z nich taki sam. Jeśli przejdziemy grę i zagramy w nią ponownie, będziemy mieć dostęp do bonusowej, piątej Guardian Beast - Kuhyry.

Jeśli zależy nam na Guardian Beast, która będzie miała więcej interakcji z nasza główną postacią, to polecam Sugar albo Rasho. Zantek i Kutty nie mają wiele do powiedzenia.

Aby wybrać Guardian Beast, musimy udzielić odpowiedzi na pytania zadane nam na początku gry. Oto kombinacje:

1, 1, 1 - Zantek
1, 2, 1 - Sugar
2, 1, 1 - Rasho
2, 2, 2 - Kutty

Sugar
Słodziutka i kochliwa fairy, o bardzo pozytywnym, ale i naiwnym podejściu do życia, która zawsze chce poślubić główną postać. Jest nastawiona na magię wody oraz leczenie naszej postaci. Dodatkowo posiada umiejętność wzmacniania naszych mieczy, włóczni i kastetów przy pomocy magicznych kamieni. Najlepsza z postaci, jeśli chcemy, aby gra miała bardziej humorystyczny wydźwięk, zwłaszcza, jeśli naszą postacią będzie dziewczyna.

Rasho
Przeciwieństwo Sugar - jest demonem, który nikogo nie szanuje, wliczając w to także i główną postać. Jego specjalnością jest magia ognia, więc polecam tę postać tym, którzy preferują Guardian Beast jako wsparcie czysto ofensywne. Dodatkowo posiada umiejętność wzmacniania naszych mieczy, toporów i świdrów przy pomocy magicznych kamieni.

Zantek
Tym razem mamy do czynienia z żywą maszyną. Zantek posługuje się językiem pisków i gwiazdek, trochę tak jak R2-D2 z Gwiezdnych Wojen i rozumie go tylko główna postać, nikt poza nią. Tak jak Rasho, jest bardziej ofensywny, a jego specjalizacja to elektryczność. Dodatkowo posiada umiejętność wzmacniania naszych mieczy, włóczni i świdrów przy pomocy magicznych kamieni.

Kutty
Ten z kolei niezbyt przepada za ludźmi, poza może naszą postacią. Jest małomówny (powtarza tylko swoje imię), ale za to bardzo agresywny. Dziwna postać z zachowania i charakteru - raczej nie polecam tym, którzy wolą większą interakcję. Specjalizuje się w magii wiatru. Dodatkowo posiada umiejętność wzmacniania naszych mieczy, toporów i kastetów przy pomocy magicznych kamieni.

Kuhyra
Pojawia się dopiero w drugiej rozgrywce i jest fabularnie związana z Paristą, będąc duchem lodu. Jest całkiem gadatliwa, a dodatkowo jako jedyna pozwala nam wzmacniać magicznymi kamieniami wszystkie typy broni.