Etykiety
- 7th guest
- Alfa Boot
- Alone in the dark 1
- Alone in the dark 2
- Arena
- Avernum 1
- B.A.T 1
- Baldur's Gate 1
- Banner Saga 1
- Barahir
- Breath of Fire 1
- Breath of Fire 2
- Broken Sword 1
- Castlevania 1
- Castlevania 2
- Castlevania 3
- Castlevania 4
- Castlevania 5
- Cayne
- Coldfire Keep
- Corrosion
- Cruise for a Corpse
- Daggerfall
- Dark Eye 1
- Dark Eye 2
- Dark Seed 1
- Dark Seed 2
- Darkest Woods
- Devil Survivor 1
- Distraint
- Divi-Dead
- Dracula 1
- Dracula 2
- Dragon Quest I
- Dragon Quest II
- Dragon Quest III
- Dragon Quest IV
- Dragon Quest V
- Dragonsphere
- Dreamweb
- Etrian Odyssey 1
- Etrian Odyssey 2
- Eye of Beholder 1
- Eye of Beholder 2
- Fallout 1
- Fascination
- Final Fantasy I
- Final Fantasy II
- Final Fantasy III
- Final Fantasy IV
- Final Fantasy V
- Final Fantasy VI
- Final Fantasy VII
- Final Fantasy VIII
- Fire Emblem 1
- Fire Emblem 2
- Fire Emblem 3
- Fire Emblem 4
- Forgotten Hill: Fall
- Gabriel Knight 1
- Gabriel Knight 2
- Gateway 1
- Gobliiins 1
- Gobliiins 2
- Gobliiins 3
- Goetia
- Heart of China
- I Have no Mouth...
- Icewind Dale 1
- Icewind Dale 2
- Ishar 1
- Ishar 2
- Ishar 3
- Isoland 1
- King's Quest I
- King's Quest II
- King's Quest III
- King's Quest IV
- King's Quest V
- King's Quest VI
- King's Quest VII
- Klątwa
- Krynn 1
- Krynn 2
- Krynn 3
- Kyrandia 1
- Kyrandia 2
- Kyrandia 3
- Lakeside Murder
- Lands of Lore 1
- Larry 1
- Larry 2
- Larry 3
- Larry 5
- Larry 6
- Last Bible 1
- Legend of Grimrock 1
- Legend of Grimrock 2
- Lone Survivor
- Lufia 1
- Lufia 2
- Lure ot the temptress
- Megami Tensei 1
- Megami Tensei 2
- Menzoberranzan
- Might and Magic 1
- Mother 1
- Noctropolis
- Nocturnal Illusions
- Phantasie 1
- Phoenix Wright 1
- Prisoner of Ice
- Quest for Glory 1
- Quest for Glory 2
- Ravenloft 1
- Ravenloft 2
- Salt and Sanctuary
- Shadow of the Comet
- Shannara
- Shin Megami Tensei 1
- Shin Megami Tensei 2
- Shin Megami Tensei: If...
- Space Quest 1
- Space Quest 2
- Space Quest 3
- Space Quest 4
- Space Quest 5
- Strange Journey
- Suikoden 1
- Syberia 1
- Tajemnice Scarlett
- Trace Memory
- Ultima 0
- Ultima 2
- Ultima 3
- Ultima 4
- Ultima 5
- Ultima 6
- Ultima 7: BG
- Ultima 7: SI
- Ultima 8
- Ultima Underworld 1
- Vagrant Story
- Vampire: The Masquarade - Redemption
- Voodoo Whisperer
- Wizard and Princess
- Wizardry 1
- Wizardry 2
- Wizardry 3
- Wizardry 5
- Wizardry 6
- Wizardry 7
- Ys 1
- Ys 2
- Ys 3
- ultima 1
niedziela, 12 marca 2023
B.A.T. - Bureau of Astral Troubleshooters - recenzja
Pomysły z początku lat 90, zakładające połączenie gier przygodowych i RPG dzisiaj są już właściwie tylko ciekawostką, choć przyznać trzeba, że dzięki nim powstało kilka naprawdę udanych tytułów. Pojawiały się też produkcje dziwne - właśnie do takich zaliczyłabym grę "B.A.T. - Bureau of Astral Troubleshooters" wydaną w 1989, jedną z nielicznych tego typu gier, które ukazały się zarówno na komputery 8 jak i 16 bitowe.
Przedstawiona tutaj historia rozgrywa się w dość dalekiej przyszłości, w której ludzkość skolonizowała wszechświat. Jedną z kluczowych planet jest Selenia, będąca źródłem wielu strategicznie ważnych minerałów. I na nią właśnie uciekł zbiegły terrorysta Vrangor. Teraz grozi on, że rozpyli na terenie Selenii broń chemiczną, która uczyni z niej świat niemożliwy do życia. Aby go powstrzymać, na Selenię przybywa agent galaktycznej bezpieki - czyli właśnie nasz gracz. Problem w tym, że nikt nie wie, gdzie Vrangor może się ukrywać. Jedynym tropem jest Merigo - jego współpracownik, którego widziano gdzieś w stolicy planety.
Wyposażeni w broń, zapas Kredytów, hologram Merigo oraz notatki, wyruszamy na misję. Naszym zadaniem będzie odnaleźć Merigo, wydobyć z niego jakieś informacje, a potem dzięki nim dopaść samego Vrangora. Oczywiście, łato nie będzie, ale też nasza postać nie pozostanie sama, w toku przygody dołączą do niej inni. Trzeba będzie kombinować, szukać, radzić sobie z minigierkami, brakiem gotówki i potrzebami naszego ciała, aby zakończyć to zadanie.
"B.A.T. - Bureau of Astral Troubleshooters"było ambitnym pomysłem na stworzenie historii science fiction, łączącej w sobie elementy przygodówki, gry kryminalnej i RPG. Pomysł ten chyba nieco przerósł jego twórców. Wydaje się, że próbowali wrzucić zbyt wiele do jednego garnka, przez co powstała gra, która chce być wszystkim, a naprawdę dobrze nie radzi sobie z żadnym elementem.
Od strony RPGowej mamy zatem postać określoną przez współczynniki, ale nie mamy żadnego rozwoju tychże. Tak bardzo charakterystyczny dla gier RPG element jak walka został tu generalnie położony, ponieważ walka przypomina tu starcia ze strzelanek FPP, dodatkowo bardzo łatwo w niej zginąć, zwłaszcza na początku. Zwycięstwa niczego nam też nie przynoszą. Dlatego najlepszą opcją jest uciekanie z walk, poza tymi, które musimy stoczyć ze względu na fabułę gry. Klasycznym dla RPG motywem jest obecność drużyny. Choć w "B.A.T." werbujemy w trakcie rozgrywki dwójkę towarzyszy, to odgrywają oni jedynie rolę postaci umożliwiających nam przejście wybranych fragmentów gry, nie są zaś normalnymi, grywalnymi postaciami.
W temacie przygodówki też nie ma szału. W grze znajdziemy raptem kilka przedmiotów, które musimy użyć przy czym nie wymagają one zbytniego główkowania. Większy problem może być z ich znalezieniem, gdyż nie są one widoczne na ekranie, do szukania trzeba używać komendy. Co ciekawe, przedmioty, które dostajemy na początku gdy, nie mają żadnego zastosowania.
Ciekawostką są elementy związane ze zdrowiem postaci - mamy bowiem komputer, który analizuje stan naszego ciała, głodu, pragnienia, ran i chorób. Ten element został naprawdę nieźle zrobiony, tylko znowu, gra nie daje możliwości w pełni wykorzystania jego zalet, bo jest po prostu za krótka. W efekcie, o ile nie stracimy za dużo czasu, to praktycznie ten aspekt pozostanie dla nas niezauważalny.
Ostatnim elementem rozgrywki są minigierki - mamy tu więc grę na zapamiętywanie pojawiających się figur, jest gra muzyczna, która polega na wystukaniu klawiszami myszki odpowiedniego rytmu, mamy też dość trudną podróż przez labirynt. Znowu były one fajnym urozmaiceniem, gdyby gra była dłuższa. Biorąc pod uwagę, że jest raczej krótka, sprawiają wrażenie zapchajdziur - zwłaszcza, że twórcy nie postarali się w temacie tego, co mogło uratować "B.A.T.", mianowicie fabuły.
No właśnie, gra miała całkiem fajny pomysł na zawiązanie akcji, ale rozgrywka w żaden praktycznie sposób go nie rozwija. Przez cały czas nie dowiadujemy się praktycznie niczego nowego, dwie dołączone postacie nic nie wnoszą, historia się nie rozwija. W opowieści o śledztwie powinno być wręcz gęsto od tropów, fałszywych i prawdziwych, spisków itd. Niestety, o wszystkim tym można tylko pomarzyć. Może to trochę zaskakiwać w kontekście faktu, że do gry dołączona była książeczka z obszernym opisem świata i opowiadaniem wprowadzającym.
Recenzje gry nie były zbyt pochlebne - i prawdę mówiąc, nie dziwi mnie to. Taktyka łapania zbyt wielu srok za ogon nie sprawdziła się tutaj. Szkoda nawet, bo gra ma naprawdę dużo potencjału i kiedy zaczynałam rozgrywkę, to wydawała się ona naprawdę obiecująca. Jest w tej grze parę elementów, które w swoich latach wnosiły coś nowego, były nietypowe, ale żaden z nich z osobna nie był w stanie zostać należycie rozwinięty.
Zaskakująco ładnie i stylowo wypada grafika. Grafiki przedstawiające lokacje są naprawdę dopracowane i wprowadzają w klimat. Oczywiście, wszystko zależy od wersji, bo "B.A.T." ukazało się zarówno na Comodorre 64 czy Amstrad CPC jak i na Amigę czy PC. Różnice między wersjami są spore, dość dodać, że wersja na Amstrada pozbawiona jest dźwięku, przez co ukończenie jednej z mini gierek staje się bardzo trudne. Najlepiej prezentuje się wersja na PC.
"B.A.T." jest dobrym przykładem gry, która tak na dobrą sprawę jest zaledwie larwą, czymś, z czego mogła powstać bardzo udana produkcja, ale jej tworzenie zakończyło się zdecydowanie za wcześnie. Co ciekawe, mimo niezbyt entuzjastycznego przyjęcia, powstała jej kontynuacja, zatytułowana "B.A.T. 2: Koshan Conspiracy", która spotkała się z już dużo lepszymi opiniami.
B.A.T - Bureau of Astral Troubleshooters - opis przejścia
Na początku mamy wybór miedzy rozpoczęciem gry gotową postacią albo stworzeniem własnej. Polecam wybrać tę drugą opcję. Statystyki możemy sobie zostawić takie, jakie są zaproponowane, natomiast koniecznie wybieramy sobie jako broń MOZa. Wpisujemy imię naszej postaci i rozpoczynamy grę.
Mapa świata:
Przygotowania
Zanim rozpoczniemy zasadniczą rozgrywkę, musimy zaprogramować nasz komputer, bo bez tego nie będziemy mogli porozumiewać się z obcymi. Odpowiednie zaprogramowanie ostrzeże nas również przed ranami, pragnieniem i głodem.
Włączamy naszego BOBa (lewym przyciskiem myszy) i wybieramy opcję czwartą. Teraz wpisujemy, wybierając komendy z menu u dołu:
IF ROBOT TRANSLATE ROBOT END IF IF ALIEN TRANSLATE ALIEN END IF IF HUNGRY DISPLAY MESSAGE 1 (HUNGRY) END IF IF THIRSTY DISPLAY MESSAGE 2 (THIRSTY) END IF IF TIRED DISPLAY MESSAGE 3 (TIRED) END IF IF INJURED DISPLAY MESSAGE 4 (INJURED) END IF IF ILLNESS DISPLAY MESSAGE 5 (ILLNESS) END IF RESTART END
Idziemy do szaletów (drzwi w centralno-wschodniej części), tam wchodzimy do kabiny. Spotkamy tu naszego informatora. Rozmawiamy z nim, by otrzymać broń, ulotkę oraz hologram przedstawiający Merigo. Po rozmowie włączamy nasz ekwipunek i przeglądamy to, co mamy. Ulotkę po przeczytaniu możemy od razu wyrzucić, nie będzie do niczego nam już potrzebna.
Wychodzimy z szaletów, a potem korzystamy z drzwi w północno-wschodnim rogu. Wchodzimy do położonego w podziemiach kosmicznego pubu. Rozglądamy się tu, pokazujemy hologramy Merigo i wychodzimy. Podążamy dalej na północ, by wejść do portu kosmicznego. Idziemy do dużego, szarego budynku, gdzie wymieniamy 900 Kredytów na Krelle. UWAGA: zawsze po operacjach finansowych wyjmujemy kartę z automatu, bo jeśli ją zostawimy, to stracimy.
niedziela, 26 lutego 2023
Space Quest IV: Roger Wilco and the Time Rippers - recenzja
Nadejście lat 90 Sierra powitała wprowadzeniem nowej jakości do swoich gier. Odeszła w przeszłość epoka ręcznego wpisywania komend i grafik EGA. Mechanika point and click miała zdominował przygodówki, które ponadto musiały wyglądać i brzmieć o wiele lepiej niż te z poprzedniej dekady. W epokę tą serię "Space Quest" wprowadziła część czwarta. Ładniejsza o niebo od pozostałych... i niestety zauważalnie od nich słabsza. Choć tu nie wszyscy się zgadzają.
Historia rozpoczyna się w chwil, w której Roger Wilco spędza czas w kosmicznej knajpie i opowiada o swoich przygodach. Nagle do środka wchodzi dwóch uzbrojonych typów, wyprowadza go i już już ma zostać zabity, kiedy nagle pojawiają się inni uzbrojeni panowie, ratują go, po czym każą natychmiast uciekać... w przyszłość. Okazuje się bowiem, że rodzinna planeta głównego bohatera jest w poważnych tarapatach, którym, jak zwykle, tylko nasz woźny jest w stanie stawić czoła.
"Space Quest IV: Roger Wilco and the Time Rippers" prezentuje chyba najbardziej zwariowaną opowieść w dziejach serii. Po prawdzie, jest to pierwsza bodaj gra w tym cyklu, która faktycznie skupia się na jednej, konkretnej historii, a nie na luźno powiązanych ze sobą przygodach. Jest to jej niewątpliwa zaleta, podobnie jak wprowadzenie kilku innych bohaterów. Oczywiście, "Space Quest" nigdy nie było serią nastawioną tak na fabułę jak "King's Quest", ale pod tym względem ta część wypada nieźle. Tradycyjnie sporo tu humoru, żartów z innych gier Sierry, jak i z samego "Space Quest".
Gorzej jest niestety z samą rozgrywką. Co prawda mamy tu nareszcie mechanikę "point and click", więc gra się wygodniej niż przy ręcznym wpisywaniu komend. Szkoda jednak, że "Space Quest IV" jest częścią, która najbardziej próbowała odejść od klasycznego systemu "weź przedmiot i użyj go". Oczywiście, to wszystko tu jest, ale w mniejszym nieco stopniu. Podstawą gry stały się niestety kody i symbole, które trzeba zapamiętywać i notować sobie, bo używa się ich przez całą grę.
Mocniej niż w poprzednich grach zaakcentowano elementy zręcznościowe, mamy tu więc mini gierki, w tym powrót "Astro Chickena" z trójki, ten jest tu na szczęście nieobowiązkowy. Mamy trochę ganiania, skradania, są oczywiście i czasówki. Nie przeszkadzałoby mi to, bo lubię takie dodatki. Problem w tym, że "Space Quest IV" nie różni się specjalnie długością od poprzednich gier. I tu pojawia się kolejny problem - przy bardzo ładnym wykonaniu po prostu prosiłoby się, aby ta gra była dłuższa i ciekawsza. Niestety, tak nie jest.
Braki te maskuje poniekąd bardzo dobra techniczna strona gry. "Space Quest IV" został wydany z użyciem grafiki VGA, co robiło duże wrażenie. Była to także jedna z pierwszych na świecie gier, gdzie zastosowano technikę motion capture do animacji. Do tego doszła świetna oprawa dźwiękowa oraz narrator, opisujący nasze akcje. Po tym względem "Space Quest IV" był bardzo dużym krokiem naprzód i wprowadzał, wspólnie z "King's Quest V" oraz "Quest for Glory III" Sierrę w nową epokę.
Gra spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem, recenzje były bardzo dobre, a włożony w nią budżet, większy niż kiedykolwiek, zwrócił się z naddatkiem. Gra ukazała się w dwóch wersjach - płytowej i dyskietkowej. Ta druga nie miała nagranych dialogów i nieco gorszą grafikę. Sprzedaż była lepsza niż wszystkich poprzednich gier razem wziętych, co gwarantowało, że seria będzie kontynuowana.
Sama oceniam tę grę niżej - mniejsza ilość zadań z przedmiotami, męczenie się z kodami sprawiały, że nie polubiłam jej tak jak poprzednich. Trochę szkoda, choć uczciwie zaznaczam, że może to być tylko moja opinia - w końcu w swoich czasach zachwyt nad tą częścią był powszechny.
Space Quest IV: Roger Wilco and the Time Rippers - opis przejścia
Jeśli gdzieś pojawi się robot, od razu się chowamy w miejscu, gdzie nie będzie nas widać. Zombie są powolne i łatwo ich unikać. Idziemy w prawo i bierzemy linę. Chowamy się za wielkim słupem i używamy liny na chodniku. Gdy pojawi się różowy zając, chwytamy linę, by go złapać. Teraz idziemy dwa razy w lewo. Oglądamy wrak różowego samochodu i zabieramy ze schowka PocketPala. Teraz oglądamy złapanego zająca, wyjmujemy z niego baterię i wkładamy ją do PocketPala. Idziemy na północ, oglądamy wrak czołgu i wyjmujemy z niego niestabilną broń, którą zaraz potem wkładamy z powrotem do środka.
Teraz idziemy w prawo, a potem także w prawo, ale nieco bardziej bliżej południowego skraju. Podnosimy kratkę ściekową i wchodzimy do środka. Bierzemy ze stołu pojemnik, a potem podnosimy obrus obok, by odkryć przycisk i nacisnąć go. Po obejrzeniu wiadomości przekręcamy uchwyt po lewo i wchodzimy do szybu. Idziemy w lewo, cały czas przed siebie. W pewnym momencie zacznie nas gonić zielony śluz. Czas na pierwszą w tej grze czasówkę. Zatrzymujemy się nieco przed drabiną, a gdy śluz nas dogoni, szybko nabieramy trochę śluzu do pojemnika, a potem szybko idziemy ku drabinie i wspinamy się po niej. Teraz szybko idziemy w prawo i wsiadamy do statku, zanim wrócą strażnicy.
niedziela, 12 lutego 2023
Castlevania III: Dracula's Curse - recenzja
Po tym, jak część druga Castlevani była zupełnie inna niż pierwsza, twórcy postanowili zrobić swego rodzaju krok w tył. Tworząc trzecią odsłonę serii, oparli się w dużo większym stopniu na pierwszej. Oczywiście, nie oznaczało to braku rzeczy zupełnie nowych, niemniej widoczne było, że rozwiązania z drugiej części ne znalazły zbytniego zainteresowania. Wydana w 1989 "Castlevania III: Dracula's Curse" była tytułem, który miał mocno wyznaczyć kierunek, w którym dalej poszła seria.
Historia toczy się w 1476 roku, kiedy to armia ciemności pod wodzą Draculi zaczyna zagrażać Europie. Potomek rodziny Belmontów, niegdyś wygnanej w Walachii, zostaje wezwany przez władze kościelne, aby stawił czoła zagrożeniu. Choć kościół katolicki obawia się mocy Belmontów, to wie, że są one jedynym sposobem, aby uratować Europę. W swojej podróży Trevor nie będzie jednak sam - spotka bowiem sojuszników, którzy dołączą do niego.
Uważni czytelnicy zapewne zwrócą od razu uwagę na datę - akcja "Castlevania III: Dracula's Curse" rozgrywa się przed wydarzeniami z części pierwszej, stanowi zatem prequel dla jedynki. Podobnie jak "Castlevania: Lament of Innocence" i "Castlevania: Legends" opowiadają o początkach historii rodu Belmontów. W tej grze pojawia się także po raz pierwszy ród Fernandez, którego członkowie kilka razy mieli później pojawić się w tych grach. Swój debiut zalicza tu ponadto jeden z najbardziej znanych bohaterów Castlevanii - Alucard.
No właśnie, poprzedniej dwie gry miały w zasadzie jednego bohatera. Tutaj się to zmienia. Do Trevora może dołączyć trójka postaci, które musi on w tym celu uwolnić. Pierwszym jest kapitan Grant, pirat, którego Dracula przemienił w potwora. Drugą jest pierwsza w historii serii postać kobieca - czarodziejka Syfa Ferndandez, będąca łowczynią wampirów, pochłoniętą przez jednego ze służących Draculi stworów. Trzeci to Alucard - syn Draculi dawny kochanek Soni Belmont, który zachował w sobie człowieczeństwo i został uwięziony przez swojego ojca w lochach zamku.
Trevorowi może towarzyszyć na raz tylko jedna z tych postaci, dołączenie nowej oznacza odejście poprzedniej. Różnią się one od siebie mocno - Grant jest bardzo szybki i umie wspinać się po ścianach. Syfa jest słaba i ma kiepski zasięg, ale rekompensuje to magią. Alucard jest najsilniejszy - potrafi strzelać oraz przemieniać się w nietoperza, aby latać. W każdym momencie gry możemy zmienić Trevora na posiadanego towarzysza, co pozwala np. dotrzeć do miejsc, do których główny bohater nie byłby w stanie wejść lub łatwiej poradzić sobie z niektórymi wrogami.
Choć "Castlevania III: Dracula's Curse" wróciła częściowo do liniowości z pierwszej części, to jednak nie całkowicie. W kilku momentach gry stajemy przed rozgałęzieniami drogi i mamy różne szlaki wiodące do tego samego celu. W sumie gra ma szesnaście etapów, z których część ma swoje dwie wersje, w zależności, od kierunku, który obraliśmy, niektóre dostępne są tylko w wybranej trasie. Grę można przechodzić dwiema różnymi ścieżkami - prostszą (w jej trakcie spotkamy Syfę Fernandez) i trudniejszą (prowadzącą do Alucarda). Gracz ma więc wybór, choć gdy już raz zdecydujemy się na daną trasę, to zwrócić nie będzie można.
Szkoda natomiast, że zrezygnowano z elementów RPG, które wprowadzała dwójka, takich jak rozwój postaci. Tutaj wszystko ogranicza się do zdobytych przez nas przedmiotów. Pewną rekompensatą tego jest obecność innych postaci, które posiadają własne, unikatowe zdolności. Niemniej, uważam, że rezygnacja z tego była błędem - potrzeba było czasu, aby twórcy do tego wrócili.
Tym, co natomiast mocno w grze skoczyło naprzód, jest poziom trudności. Po stosunkowo prostej dwójce, tutaj jest zdecydowanie trudniej. Dotyczy to zarówno bossów jak i samej rozgrywki. Bossowie wrócili do tego, co znaliśmy w jedynce, czyli do faktycznie silnych przeciwników, którzy wieńczą każdą lokację. Nie tylko zresztą, bo jest tu także kilku sub bossów, pojawiających się w środku lokacji. Jakby tego było mało, niektórzy mają dwie lub więc form. Finałowa walka z Draculą jest też bardzo wymagająca.
O wiele większe są poszczególne lokacje - a także znacznie bardziej zróżnicowane. Po raz pierwszy pojawiła się tu np. wieża zegarowa, w której skaczemy po wahadłach, kołowrotkach itd. Są miejsca, gdzie spadają na nas klocki, po których potem trzeba wejść, są miejsca, gdzie pęka podłoga, są i takie, gdzie kapiący kwas przepala ściany. Naprawdę trzeba się nagimnastykować - każdy, kto przejdzie tę grę, szczególnie korzystając z trudniejszej drogi, ma prawo uważać się za faktycznie dobrego gracza.
Pewnej poprawie uległa grafika, która wyciskała z NESa naprawdę dużo. Lokacje wyglądają ładne, są różnorodne i jak na swoje czasy, prezentują się świetnie. Inaczej sprawa się miała z muzyką, tu bowiem zaszła wyraźna różnica między wersjami. Wersja japońska "Castlevania III: Dracula's Curse" miała wbudowany specjalny chip dźwiękowy, który wyraźnie poprawiał jakość dźwięku. Wersja amerykańska była go pozbawiona. Nie były to zresztą jedyne zmiany - w wersji amerykańskiej osłabiono niektóre potwory, a także dodano system haseł, który pozwalał graczowi zaczynać z 10 życiami i dowolnym towarzyszem. Zmieniono także wygląd niektórych wrogów.
Przyjęcie "Castlevania III: Dracula's Curse" było bardzo ciepłe, krytycy byli zgodni, że gra przebija swoją poprzedniczkę. Pojawiła się wysoko w różnych zestawieniach najlepszych gier, jakie kiedykolwiek ukazały się na NES. Alucard stał się potem jedną z ikon serii, zaś główny bohater, Trevor Belmont, wystąpił w grze Castlevania: Curse of Darkness z 2005. Koj Igarashi, jeden z głównych twórców całej serii, wspominał, że "Castlevania III: Dracula's Curse" jest jego ulubioną częścią cyklu. Tak jak poprzednie, nigdy nie doczekała się ona remaka, jedynie kilku portów.
Swoistym hołdem dla tej części cyklu stało się anime wyprodukowane dla Netflixa, będące jego luźną adaptacją. Pojawiają tam Trevor, Syfa (która jest młodą dziewczyną, nie zaś staruszką, jak w grze) oraz Alucard, a wspominany jest także Grant. Fabuła jednak opowiada zupełnie inną, chociaż bardzo ciekawą historię.
Przyznać trzeba, że z trójki wydanych na NESa "Castlevanii", ta prezentuje się zdecydowanie najlepiej pod każdym praktycznie względem. Jeśli ktoś chciałby zagrać w jedną z tych najstarszych części, ta zdecydowanie jest godna polecenia. Przy czym trzeba zaznaczyć, że wysoki poziom trudności, jaki prezentuje, może się okazać dla niektórych barierą nie do przeskoczenia.
Castlevania 3: Dracula's Curse - opis przejścia
A, B) Kierunek drogi
1) Wzmocnienie bicza
2) Sztylet
3) Punkty
4) Woda święcona
5) Zatrzymanie czasu
Tu droga jest prosta. Na początku koniecznie bierzemy dwa wzmocnienia bicza. Znajdziemy tu także trzy pierwsze bronie specjalne - sztylety, wodę święconą i zatrzymanie czasu.
6) Topór
7) Krzyż
8) Pożywienie
Tu znajdziemy topór - moją chyba ulubioną broń specjalną w Castlevanii. Na dolnym poziomie jest ukryte w murze pożywienie. Przyda się nam, jeśli straciliśmy HP. Nieco dalej są jedni z bardziej uciążliwych wrogów w tych grach - ludzie pchły. Uważajmy na nich, bo potrafią nam naprawdę napsuć krwi.
8) Boss - Skull Warrior
Tu będzie ostro - na starcie atakować nas będą zombie i nietoperze. Polecam uważać, bo jest tu kilka punktów z bronią specjalną, a my chcemy zachować topory, więc nie bierzemy kolejnych, tylko idziemy prosto, aż dojdziemy do bossa.
Boss: Skull Warrior
Pierwszy, prosty boss, a jeśli mamy topory, to wręcz banalny, bo zadają mu one bardzo dużo obrażeń - wystarczą ze trzy-cztery trafienia i wygramy.
niedziela, 29 stycznia 2023
Goblins Quest 3 - recenzja
Po dwóch, bardzo udanych częściach cyklu, było oczywiste, że jeśli powstanie część trzecia, to jakiś oddech świeżości się przyda. Gdy więc przystępowano do prac nad trójką, panowie z Coktel Vision planowali kilka zmian. Największa z nich przyszła, co ciekawe, z zewnątrz. W 1993 firma ta bowiem została wykupiona przez Sierrę. W związku z wydaniem trzeciej części, firma Roberty Williams zażyczyła sobie, aby zmienić tytuł gry na "Goblins Quest", aby pasował do reszty przygodówek w katalogu tego wydawcy. Tak więc gra ukazała się w 1993 jako "Goblins Quest 3", rezygnując z podwójnego "i" w tytule, ale zachowując numerację serii.
Tym razem gracz kierował ruchami tylko jednego bohatera - goblina o imieniu Blount, który w wyniku różnych niepowodzeń zostaje wpakowany w aferę polityczną, zarażony klątwą wilkołactwa, a nawet zabity. Z wszystkich tych perypetii wyplątać się musi dzięki własnemu intelektowi, stawiając czoła zagadkom, tak jak w poprzednich częściach cyklu. Tu jednak fabuła jest nieco bardziej złożona, gdyż w trójce włożono nieco więcej wysiłku w jej rozwój. Nadal jednak stanowi ona przede wszystkim tło dla kolejnych łamigłówek.
Choć główny bohater jest tylko jeden, nie oznacza to, że w grze sterujemy wyłączne Blountem. W różnych lokacjach pojawiają się pomocnicy, którzy mu towarzyszą - zarówno inne gobliny, jak i zwierzęta. Są też lokacje specjalne, gdzie nie operujemy żadną postacią, ale wyłącznie dwójką dłoni - prawą i lewą. Te zmiany, choć na pewno nie rewolucyjne, sprawiają, że w "Goblins Quest 3" gra się ciut inaczej niż w jedynkę i dwójkę.
Z drugiej strony, celowo użyłam słowa "ciut". Idea gry pozostała bowiem niezmienna. W każdej lokacji musimy wykonać szereg zadań powiązanych z posiadanymi lub znalezionymi przedmiotami, tak aby móc pójść dalej. Lokacje są zdecydowanie większe niż poprzednio, przedmiotów i zagadek jest także więcej. W niektórych przypadkach musimy wręcz krążyć między dwiema lokacjami, aby móc sobie z nimi poradzić. Na szczęście, podobnie jak poprzednio, nie ma tu sytuacji, w której można się zablokować.
Zauważalnie wzrósł natomiast poziom trudności. Zagadki stały się bardziej złożone, zaś ich abstrakcyjny i humorystyczny charakter wcale nie ułatwiał sprawy. Zdecydowanie częściej niż poprzednio wykorzystano tutaj czasówki. W niektórych momentach rozgrywki potrafią one naprawdę dopiec, zwłaszcza, gdy trzeba wykonać kilka zadań na raz. Jakby tego było mało, jeden z fragmentów gry to regularna rozgrywka szachowa, na szczęście bardzo prosta. Całość oczywiście zachowała swój oryginalny, lekki i humorystyczny wydźwięk, więc o typowych dla wielu gier Sierry dead endach możemy zapomnieć. To chyba zresztą dobrze.
Grafika nie uległa wielkiej zmianie, raczej lekko ewoluowała, zachowując charakterystyczną dla tej serii konwencję, co zresztą uważam za dobre, bo akurat bardzo ładne pikselowe grafiki są tu mocną stroną. Gra otrzymała też wersję CD z nagranymi wszystkimi dialogami. Zresztą, w temacie dźwięku miałabym pewną uwagę - gra ma bowiem denerwującą bajerkę, która polega na tym, że gdy nic nie robimy, to inne postacie na ekranie wydają jakieś dźwięki - potrafi to być rozpraszające, gdy staramy się skupić, a nie da się tego niestety wyłączyć.
Odbiór gry był bardzo pozytywny, chwalono zachowanie wszystkiego, co wyróżniało jedynkę i dwójkę, zauważając poprawę w temacie fabuły oraz grafiki. Więcej krytyki zebrała wersja na komputer Amiga, słabsza graficznie od PCetowego oryginału. Niektórzy krytycy zwracali jednak uwagę, że poziom trudności mocno skoczył i że "Goblins Quest 3" nie jest tak lekką rozrywką, jak poprzednie gry z tej serii.
W powszechnej opinii "Goblins Quest 3" został uznany za najlepszą część cyklu. Trudno się tu nie zgodzić. Gra ma wszystko, co czyniło jedynkę i dwójkę tak sympatycznymi, a jednocześnie dodaje nieco nowych rzeczy. Poprzeczkę stawia wyżej. Co ciekawe, zamyka też fabularnie całość. Może się to wydawać dziwne, ale twórcy postarali się, aby trójka fabularnie spięła wszystkie trzy części w jedno.
To kawał fajnej, dowcipnej przygodówki, której w zasadzie trudno cokolwiek zarzucić. Może zatem zastanawiać, dlaczego "Goblins Quest 3" zamknęło na dług czas ten cykl. Owszem, finał gry niejako kończył opowieść, ale wiadomo, że w światku gier komputerowych to nie jest problem. Niemniej, czwarta część pojawiła się dopiero szesnaście lat później i była już czymś mocno odmiennym. Ale to temat na inną opowieść.























